Kontakt

ul. Widzewska 69a

92-308 Łódź
+48 42 673 00 92
fax +48 42 672 53 85
e-mail: wieslawwraga@op.pl
NOWY ADRES STRONY:
JEDYNY TAKI MECZ - WIDZEW KONTRA WIDZEW (2017-08-22 18:01:36)
JEDYNY TAKI MECZ - WIDZEW KONTRA WIDZEW

              Pomysł meczu Widzew kontra Widzew, czy jak kto woli "Widzew Stary" - "Widzew Nowy" zrodził się w głowie Prezesa Ludwika Sobolewskiego już na początku lat 80-tych ubiegłego stulecia. Widzew był jedynym wtedy w Polsce klubem, który mogł stworzyć atrakcyjny mecz między piłkarzami występującymi w widzewskich barwach w przeszłości i aktualnym wtedy zespołem klubowym. Jak to u Prezesa Sobolewkiego i jego wspołpracowników bywało z planów przeszli do czynów i w czerwcu 1984 roku ten niecodzienny mecz mógł się odbyć.

              Spotkanie zaplanowano na 20 czerwca 1984 roku o godz. 17.00 na stadionie Widzewa przy ówczesnej ul. Armii Czerwonej 80. Sędzią głównym zawodów był arbiter klasy międzynarodowej, uczestnik finałów Mistrzostw Świata Argentyna 1978 i Hiszpania 1982, najlepszy wtedy polski arbiter - Alojzy Jarguz. Na trybunach zasiadło ponad 20 tys. kibiców, którzy przybyli oklaskiwać swych dawnych, jak i obecnch zawodników. Patronat nad meczem objęła redakcja ówczesnego "Głosu Robotniczego" - jednej z najpopularniejszych gazet codziennych wtedy w Łodzi. Całkowity dochód ze spotkania został przekazany na konto budowy Szpitala Pomnika Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi - jednego ze sztandarowych projektów PRL. I wreszczcie aktorzy tego spektaklu, którzy za ten mecz zrezygnowali z wynagrodzenia i w przypadku zawodników "Widzewa Starego", w większości zza granicy, dojechali na własny koszt. Na zaproszenie Prezesa Sobolewskiego stawili się niemalże wszyscy Jego dawni podopieczni, a część z nich przybyła już dzień wcześniej, aby odbyć trening i powspominać "stare, dobre czasy" z kolegami. Były obrońca Widzewa - Andrzej Grębosz - wspominał po latach, że owo "wspominanie" w jednym z łódzkich hoteli przeciągnęło się do póżnych godzin wieczorno-nocnych. Tuż przed samym meczem z Danii zdążył dojechać Ryszard Kowenicki, a z Włoch z Juventusu Turyn - Zbigniew Boniek, który tuż przed godziną 16 wylądował na warszawskim Okęciu i w ekspresowym tempie ok. 90 minut ( co było, jak na ówczesne warunki drogowe w Polsce, wyczynem Formuły 1) zjawił się w Łodzi.

              "Widzew Stary" na murawę stadionu wybiegł w składzie: Stanisław Burzyński, Andrzej Grębosz, Mirosław Tłokiński, Krzysztof Surlit, Paweł Janas, Tadeusz Błachno, Władysław Dąbrowski, Tadeusz Gapiński, Ryszard Kowenicki, Andrzej Pyrdoł, Andrzej Możejko, Henryk Dawid, Jan Jeżewski, Zdzisław Rozborski i Zbigniew Boniek. Trenerem zespołu był Bronisław Waligóra w miejsce awizowanego wcześniej Leszka Jezierskiego. 

Drużyna "Widzewa Starego" przed meczem gwiazd w dniu 20.06.1984 roku w Łodzi.

              " Widzew Nowy" reprezentowali: Józef Młynarczyk, Tadeusz Świątek, Roman Wójcicki, Jerzy Wijas, Krzysztof Kamiński, Jerzy Leszczyk, Piotr Romke, Krzysztof Kajrys, Wiesław Wraga, Dariusz Dziekanowski, Włodzimierz Smolarek, Henryk Bolesta, Dariusz Marciniak, Jacek Gierek, Marek Filipczak, Mirosław Jaworski, Dariusz Waśniewski i Mirosław Kuniczuk. Trenerem drużyny był Władysław Żmuda.

              W zespole "Widzewa Nowego" nie mógł wystąpić Mirosław Myśliński, gdyż przebywał na zgrupowaniu polskiej młodzieżówki w Chinach, a "Widzew Stary" zagrał bez Władysława Żmudy, którego włoska Verona grała finał Pucharu Włoch z AS Roma oraz kontuzjowany Marek Pięta, który przyglądał się widowisku z trybun. Jedną z ciekawostek tego meczu jest fakt, że bodaj po raz pierwszy w Polsce zawodnicy obydwu drużyn wystąpili w koszulkach ze swoimi nazwiskami na plecach, co dopiero standardem w piłce nożnej na świecie stało się dekadę póżniej.

Wnętrze pamiątkowego programu meczowego "Widzew Stary" - "Widzew Nowy".

               Przebieg meczu i wynik nie były w tym dniu najważniejsze, najważniejszą rzeczą było to, że ponad 20 tysięcy ludzi znowu mogło oglądać swych bohaterów i to po obydwu stronach. Z jednej strony wystąpili Ci co zaczynali tworzyć "Wielki Widzew" - Mistrzowie Polski, pogromcy Juventusu Turyn oraz angielskich drużyn z Manchesteru, a z drugiej kontynuuatorzy ich dzieła, półfinaliści Pucharu Europy z 1983 roku, przyszli pogomcy Borussi Moechengladbach i zdobywcy Pucharu Polski w 1985 roku. W spotkaniu obydwie drużyny pokazały "widzewski charakter" i uraczyły kibiców gradem goli. Wygrał "Widzew Nowy" 5:2 po bramkach: Dziekanowskiego, Smolarka, Romke, Wijasa i Filipczaka. Dla "Widzewa Starego" trafienia zaliczyli: Dawid i Boniek. W tym miejscu znów odwołam się do wspomnień po latach Andrzeja Grebosza, który stwierdził, że gdyby dzień przed meczem w gronie byłych piłkarzy Widzewa nie było "nocnych rozmów Polaków", to wynik z całą pewnością byłby inny. Na tym jednak nie skończyły się emocje w meczu gwiazd. Po zakończeniu spotkania arbiter meczu Alojzy Jarguz zarządził nie konkurs rzutów karnych, a festiwal strzelania "jedenastek" przez wszystkich zawodników obydwu drużyn oraz ich trenerów. Tu także nie był istotny wynik, a dobra sportowa zabawa. Na sam koniec "karnych" Zbigniew Boniek do strzelania ostatniej jedenastki wyznaczył sędziego Jarguza, który z jedenastu metrów spudłował. Popularny "Zibi", nadzorujący wykonanie rzutu karnego, ukarał "za niesportowe zachowanie" arbitra żółtym kartonikiem. Być może był to jedyny przypadek w historii piłki nożnej, że to nie arbiter ukarał kogoś żółtą kartką, a ukarano arbitra.

              Wieczorem po meczu cała "widzewska rodzina" spotkała się na wspólnej kolacji w łódzkiej restauracji "Europa", gdzie z pewnością, odwołując się do cytowanego już byłego obrońcy Widzewa, nastąpił dalszy ciąg wspomnień "starych, dobrych czasów" i "nocnych rozmów Polaków".

 

Autor: Tomasz Gandziarski.

 

 

 

 

 

              

             

Dodaj komentarz: