Kontakt

ul. Widzewska 69a

92-308 Łódź
+48 42 673 00 92
fax +48 42 672 53 85
e-mail: wieslawwraga@op.pl
NOWY ADRES STRONY:
14.09.1977 - WIDZEW DEBIUTUJE W EUROPEJSKICH PUCHARACH (2017-09-13 22:23:03)
14.09.1977 - WIDZEW DEBIUTUJE W EUROPEJSKICH PUCHARACH

              Dokładnie 40 lat temu, w dniu 14 września 1977 roku, drużyna Widzewa Łódź zagrała swój pierwszy mecz w europejskich pucharach w angielskim Manchesterze. Przeciwnikiem w I rundzie Pucharu UEFA była drużyna Manchesteru City, ówczesnego lidera angielskiej najwyższej klasy rozgrywkowej. Debiut Widzewa wypadł okazale i można powiedzieć wręcz sensacyjnie, choć TVP nie przeprowadzała transmisji meczu, gdyż spodziewano się pogromu . Skazani na sromotną porażkę i sportową klęskę "widzewiacy" zremisowali 2:2, goniąc wynik spotkania od stanu 0:2. Autorem obydwóch goli był Zbigniew Boniek. To właśnie w tym angielskim mieście Widzew rozpoczął swoją przygodę piłkarską, która wiodła z peryferii Łodzi na piłkarskie salony Europy, a także pokazał światu swój "widzewski charakter". Dwa tygodnie póżniej w meczu rewanżowym, na stadionie ŁKS-u, w obecności ponad 45 tys. widzów, którzy zasiadali nawet na bieżni oklającej boisko (dziś nie do pomyślenia), Widzew zremisował 0:0 i awansował do drugiej tury rozgryewk. Sensacja stała się faktem na skalę europejską.

              Przy okazji meczu III ligi Widzewa z Olimpią Zambrów (1:0) w dniu 8 września 2017 roku, na nowym widzewskim obiekcie wspominano to wydarzenie sprzed 40 lat, wraz z zaproszonymi byłymi trenerami Widzewa: Bronisławem Waligórą i Władysławem Żmudą. Dwa wielkie trenerskie nazwiska nierozłącznie związane z sukcesami Widzewa nie tylko na europejskiej arenie piłkarskiej, ale także i na naszym "ligowym" podwórku. Bronisław Waligóra trzykrotnie zasiadał na ławce trenerskiei Widzewa w latach: 1977-78, 1985-87 oraz 1988-89. Debiutował z drużyną w europejskich pucharach oraz zdobył dla Widzewa Puchar Polski w 1985 roku. Władysław Żmuda dwukrotnie prowadził Widzew w latach 1981-84 oraz 1992-94. Zdobył tytuł Mistrza Polski, dwa tytuły wicemistrzowskie oraz doprowadził drużynę do półfinału Pucharu Europy w 1983 roku oraz III rundy Pucharu UEFA w 1984 roku.

             Jak wspominają, po latach, swoje przygody z Widzewem w europejskich pucharach i nie tylko ? Oddajmy zatem głos obydwu trenerom. Bronisław Waligóra wspomina: " Anglicy byli pewni siebie, zarówno u siebie i kiedy przyjechali do Łodzi na mecz rewanżowy ich trener Tony Book, na konferencji prasowej oświadczył, że z całą pewnością oni awansują i tego spotkania się absolutnie nie obawiają, ale się przeliczyli. Wówczas, kiedy wynik był 0:0 i nasz zespół przechodził dalej, poszedłem do szatni rywali ze względów czysto grzecznościowych i kurtuazyjnych żeby podziękować za to spotkanie. Wszyscy piłkarze angielscy płakali, oni niedowierzali, że ten mecz można było przegrać. Natomiast wczesniej, kiedy byliśmy w Anglii na boisku Manchester City, wisiały plakaty 8:0, 5:0 i wiele innych, bardzo nas lekceważyli pod kazdym względem. Ja zastosowałem taki manewr, przed samym spotkaniem, to znaczy żeby się oswoić z tą publicznością wyszliśmy wszyscy ubrani na płytę boiska. Tam nie było to dopusczalne, na płytę boiska wychodzą tylko zawodnicy w strojach meczowych. Były gwizdy niesamowite i niechętne przyjęcie, ale Ja oswoiłem moich zawodników z tą atmosferą, przecież był to debiut Widzewa w europejskich pucharach, pierwszy mecz. Tam się rozpoczął początek Widzewa z angielskimi zespołami, z którymi Widzew w następnych edycjach wygrywał.Póżniej Liverpool czy Manchester United  to były piękne spotkania. Ten mecz z City mam bardzo mocno w pamięci z uwagi na ten debiut i rozpoczęliśmy wtedy walkę w europejskich pucharach. Tam bohaterem był Zbigniew Boniek, strzelił dwie bramki, Ja wprowadzałem Go jeszcze w Bydgoszczy, gdy miał 15-16 lat i już widziałem u niego zadatki na wielkiego piłkarza. Póżniej to właśnie Boniek i Prezes Sobolewski sprowadzili mnie do Łodzi. Trafiliśmy na angielski zespół co w późniejszej perspektywie Widzewowi bardzo odpowiadało. Oni byli zbyt pewni swego i to ich po prostu zgubiło. Na pomysł zamiany numerów na koszulkach zawodników wpadłem w Anglii. Pomieszałem trochę, bo oni też mieli swoje rozpoznanie odnośnie mojego zespołu, też mieli swoich wysłanników, kto gdzie gra i jakim numerem. Anglicy byli zbyt pewni, ale jak przyjechali do Łodzi to byli też i skromni. Pożegnali nas bardzo smutno, zawodnicy płakali, trener płakał. Niedowierzali żeby tu taki Widzew, taki debiutant mógł wyeliminować taką potęgę. Byli na czele ligi angielskiej, to był wielki zespół. Potem był PSV Eindhoven. Najpierw wspomnę mecz w Holandii. Tam było dosyć pechowo, bo przy stanie 0:0 Gręboszowi spadły spodenki i musiał zejść z boiska, aby je zmienić. Był to kluczowy stoper i w tym czasie padła ta jedna jedyna bramka i było 0:1. Pierwszy mecz w Łodzi z PSV przegraliśmy 3:5. Festiwal bramek i piękne widowisko. To Widzew w tym meczu strzelił pierwszą i ostatnią bramkę, a PSV później zdobyło Puchar UEFA. Grało tam wtedy niemalże pół ówczesnej reprezentacji Holandii. Wracałem na trenerską ławkę Widzewa jeszcze dwa razy. W 1985 roku zdobyliśmy jedyny do tej pory Puchar Polski dla Widzewa. Miałem wtedy też wspaniałą drużynę. Po zdobyciu tego pucharu, do Łodzi przyjechali przedstawiciele Lecha Poznań z propozycją pracy w tym klubie. Sobolewski był zaskoczony, że mając tak świetną drużynę chcę odejść. Odszedłem w 1986 roku. Lech Poznań przekonał mnie, że zrobimy wielką drużynę, europejską. Mieli ściągnąć z Widzewa Darka Dziekanowskiego i innych. Niestety zostałem przez Lecha oszukany, nikogo nie dostałem. Kiedy się zorientowałem jaka jest sytuacja, to w dniu swoich imienin, po półtora roku pracy w Poznaniu odszedłem z Lecha. Do dziś żałuję, że wtedy odszedłem z Widzewa."

           Tyle Bronisław Waligóra na temat swojej pracy w Widzewie i rozpoczętej drogi w europejskich pucharach. Oddajmy teraz głos człowiekowi, który marsz Widzewa po piłkarskich salonach Europy, z wielkim powodzeniem kontynuuował. Oddajmy głos tenerowi Władysławowi Żmudzie:

                    " Przed meczem z Liverpoolem w ćwierćfinale Pucharu Europy w 1983 roku przygotowania były metodą startową, to była nowość, byliśmy we Włoszech i graliśmy sporo meczów ze słabszymi drużynami. Trening to był mecz, to była trudna sprawa. Drugą ważną sprawą była audiencja u naszego Papieża - Jana Pawła II. To była bardzo ważna sprawa. Tuż przed samym meczem z Anglikami miałem w drużynie epidemię grypy, 3/4 zawodników chorowało. Na odprawie w szatni przed meczem w Łodzi powiedziałem chłopakom, że nie przegracie, bo Papież Wam tak powiedział. To było moje jedyne zdanie. Siedząc na tym meczu, widzę, że świetnie grają, skąd oni mają tyle siły ? Zastanawiałem się, kiedy padną, bo byli po grypie, a grali cały czas kapitalnie. Jeżeli człowiek w coś wierzy, to wtedy ma sukces. Uwierzyliśmy i wygraliśmy 2:O. Sensacja, ale Widzew już wcześniej grał i wygrywał z anglikami. W rewanżu drużyna wierzyła, że ma dużą szansę na przejście do następnej rundy. Ustaliłem z drużyną trzy sytuacje jak grać: jak będziemy w meczu prowadzić, jak będziemy remisować i jak będziemy przegrywać. Zawodnicy systematycznie spełniali te założenia i ostatecznie, pomimo porażki, awansowaliśmy dzięki bramkom zdobytym na wyjeżdzie. W półfinale graliśmy z Juventusem Turyn, po porażce we Włoszech 0:2, rewanż w Łodzi graliśmy o pełną pulę. Prowadziliśmy 2:1 i wtedy na boisko poleciała ta nieszczęsna butelka, rzucona przez jednego z kibiców i ugodziła bocznego sędziego. Sędzia mógł odgwizdać walkower, interweniował nawet Boniek, który już grał w Juventusie i prosił żeby tego nie robić. Byłem u sędziego w szatni i mówiłem, że jeżeli gwizdnie walkower to ok. 45 tys. ludzi może wtargnąć na boisko i nikt tego nie opanuje. Juventus domagał się walkowera, a nas bronił Boniek. W końcu mecz dograliśmy do końca i po remisie 2:2 do finału awansowali turyńczycy. Innym ważnym meczem dla mnie był mecz z Borussią Moechengladbach w 1984 roku. Miałem z nimi porachunki, będąc wcześniej trenerem Śląska Wrocław przegrałem z nimi rywalizację w Pucharze UEFA. Była to jedna z najlepszych drużyn Bundesligi. Na pierwszy mecz pojechaliśmy do Niemiec i przegrywaliśmy już 0:2. W przerwie powiedziałem chłopakom, że spróbujmy zaatakować i strzelić bramkę, bo gol strzelony na wyjeździe liczy się podwójnie. Przy tym prowadzeniu Niemcy myśleli, że już są "w ogródku" i nagle zaczęło nam wszystko wychodzić, a oni zaczęli się denerwować. Przegraliśmy 2:3, a w rewanżu zwyciężyliśmy 1:0 i ta świetna drużyna odpadła. Najbardziej bolało starcie z Eintrachtem Frankfurt w 1992 roku. To była moja wina. Po pierwszym, bardzo dobrym meczu w Łodzi, zremisowaliśmy 2:2. Przed rewanżem rozmawiałem z zawodnikami i mówiłem, że stoimy przed ogromną szansą przejścia ich, ale jest to bardzo trudne. Myśmy próbowali atakować. Poszła pierwsza kontra niemieckiego zespołu i przysłowiowe "ciach". Potem nie było już drużyny. Za trzy dni graliśmy ligowy mecz z Legią i pewnie wygraliśmy 2:0. Po tym meczu szkoleniowiec Legii - Janusz Wójcik powiedział, że Widzew jest niezniszczalny. Wspominam także często starcie z Dynamem Mińsk w 1984 roku, a zwłaszcza rewanż. Przed pierwszym meczem u nas wypadł ze składu Włodek Smolarek, brakowało Włodka i przegraliśmy 0:2. W rewanżu sytuacja była taka, że w Mińsku spadł śnieg i graliśmy w gruzińskim Tbilisi. Kibice gruzińscy kibicowali nam, co było dla mnie szokiem. Wygraliśmy po golu Dziekanowskiego 1:0 i gdybyśmy wykorzystali wszystkie sytuacje to bez dogrywki można ich było wyeliminować. Szkoda, że się tak nie stało".

Stoją od lewej: Andrzej Możejko, Wiesław Chodakowski, Andrzej Grębosz - wykonawcy założeń taktycznych trenera Waligóry w pierwszych pucharowych meczach Widzewa oraz podopieczny trenera Żmudy - Jerzy Łuczyński.

Tadeusz Gapiński i Bronisław Waligóra czyli najpierw zawodnik z trenerem, a później kierownik drużyny i trener.

Władysław Żmuda, Bronisław Waligóra, Andrzej Możejko. Dwaj ostatni ponoć za sobą nie przepadali.

Legendarni trenerzy Widzewa razem z obecnym Prezesem klubu przed meczem z Olimpią Zambrów.

 

Trenerzy Waligóra i Żmuda pozdrawiają łódzką publiczność przed meczem z Olimpią Zambrów w dniu 08.09.2017.

 

Pucharowe i nie tylko mecze Widzewa trener Żmuda wspominał ze Zdzisławem Kostrzewińskim, Andrzejem Gręboszem i Tadeuszem Gapińskim.

Tadeusz Gapiński, Władysław Żmuda, Bronisław Waligóra na trybunach stadionu Widzewa w czasie meczu z Olimpią Zambrów

(08.09.2017).

 

 

 

Zebrał i opracował : Tomasz Gandziarski.

 

          

Przed meczem z Liverpool-em w Łodzi nauczyciel (sympatyk futbolu) pytał nas jak wielkie lanie dostanie Widzew. Gdy powiedziałem że wygra 2:0 to mnie wyśmiał i miał ze mnie ubaw do końca lekcji. Na drugi dzień nie był już taki buńczuczny.
Taki wynik przyśniło się mojemu starszemu bratu. Sam bym tego nie przewidział ...ale bylem tak dumny że Polacy są tak dobrzy ...
Dodaj komentarz: