Kontakt

ul. Widzewska 69a

92-308 Łódź
+48 42 673 00 92
fax +48 42 672 53 85
e-mail: wieslawwraga@op.pl
NOWY ADRES STRONY:
KRZYSZTOF SURLIT - "WIDZEWSKI BOMBARDIER" (2017-09-22 10:52:57)
KRZYSZTOF SURLIT -

          W najbliższą sobotę, 23 września 2017 roku, mija 10 rocznica śmierci jednego z piłkarzy „Wielkiego Widzewa” – Krzysztofa Surlita. Przypomnijmy zatem sylwetkę tego zawodnika, słynnego widzewskiego bombardiera, który był jednym z uosobień „widzewskiego charakteru” i wspaniałym „widzewiakiem” o pseudonimie „Czapka”, z uwagi na swą zawsze bujną fryzurę. Był młodszym bratem Wiesława Surlita, także zawodnika i bramkarza Widzewa, który po odejściu z Łodzi został w barwach Szombierek Bytom Mistrzem Polski w 1980 roku.
          Krzysztof Surlit urodził się 13 pażdziernika 1955 roku w Zelowie i w tamtejszym klubie Włókniarz Zelów stawiał swoje pierwsze piłkarskie kroki. W 1972 roku przechodzi do Widzewa Łódź, klubu jeszcze wtedy drugoligowego (według ówczesnego podziału) i w 1975 roku świętuje z drużyną awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Jak doszło do przenosin do Łodzi, wspomina brat Wiesław:„…działacze Widzewa przypatrywali się bratu, gdy grał w reprezentacji województwa łódzkiego. Potem Prezes Sobolewski mnie o niego pytał i Ja poleciłem Krzyśka do gry w Łodzi. Pojechaliśmy w trójkę: Ja, Prezes Sobolewski i Stefan Wroński do Zelowa, do moich rodziców, gdzie mieszkał brat. Po krótkiej rozmowie sprawa przejścia Krzyśka do Łodzi była dogadana. Grać w Łodzi, w drużynie aspirującej do Ekstraklasy, a we Włókniarzu Zelów to przecież ogromna różnica…”. Jednak zanim Krzysztof Surlit zaczął z Widzewem świętować sukcesy sportowe i wprawiać w zachwyt, nie tylko łódzką i polską „publikę” swoimi atomowymi strzałami z odległości 25-30 metrów od bramki przeciwnika, trzeba było odbyć służbę wojskową. W latach 1975-77 reprezentuje barwy wojskowego klubu – Zawisza Bydgoszcz, z którym w 1977 roku awansuje do I ligi. W barwach tego klubu na najwyższym poziomie rozgrywkowym rozegrał 11 meczów i strzelił 1 gola.

Krzysztof Surlit (w górnym rzędzie, czwarty od lewej) w drużynie Widzewa - Wicemistrzów Polski z 1977 roku.

          Powrót do Widzewa w 1977 roku rozpoczyna w karierze piłkarskiej Krzysztofa Surlita czas, kiedy staje się etatowym graczem drużyny i jednym z najważniejszych ogniw ekipy o słynnym widzewskim charakterze. Jego firmowy znak – uderzenia piłki z rzutów wolnych ze znacznej odległości ( tak zdobył większość bramek w swojej karierze) stały się znane nie tylko w Polsce, ale i poza jej granicami. Dobra gra w polskiej lidze zaowocowała powołaniem przez Jacka Gmocha w 1978 roku do tzw. szerokiej kadry przed Mundialem 1978. Do Argentyny na światowy czempionat, Surlit jednak nie pojechał. Poprzez występy Widzewa w europejskich pucharach, Jego atomowe uderzenia poznała także piłkarska Europa. W 1980 roku w I rundzie Pucharu UEFA Widzew zmierzył się z Manchesterem United. Pierwszy mecz rozgrywany na słynnym Old Trafford zakończył się sensacyjnym remisem 1:1, a jedynego gola dla „widzewiaków” w 6 minucie, zdobył atomowym strzałem z ok. 30 metrów właśnie „Czapka”. Starsi kibice drużyny United do dziś żartobliwie wspominają, że bramka po uderzeniu Surlita trzęsie się na stadionie do dziś. Ten gol na wyjeździe zapewnił Widzewowi awans do kolejnej fazy rozgrywek. Warto też przypomnieć, że drużyna United była drugą ekipą z Manchesteru (po City w 1977 roku), którą Widzew odprawił z kwitkiem z europejskich pucharów. Prawdziwie „widzewski charakter” Krzysztof Surlit pokazał w meczu II rundy Pucharu Europy sezonu 1982/83 przeciwko Rapidowi Wiedeń w Łodzi. Po pierwszym meczu, przegranym w Wiedniu 1:2, w rewanżu , po 25 minutach gry Widzew prowadził już 3:0. Jeszcze przed przerwą rozmiary porażki z rzutu karnego zmniejszył słynny Hans Krankl i na przerwę piłkarze z Łodzi schodzili z prowadzeniem 3:1, co dawało awans do następnej rundy. Tuż po przerwie, austriacki obrońca Lainer zdobywa gola na 3:2, co awansem premiuje Rapid. W szeregi „widzewiaków” wkrada się zdenerwowanie i niedowierzanie. Nie na długo jednak. Sygnał do szturmu na bramkę Rapidu daje Surlit i w 68 minucie spotkania przywraca nadzieję, strzelając gola na 4:2, sprzed linii pola karnego. Ostatecznie bramką na 5:2 Rapid dobija Wiesław Wraga i awans do ćwierćfinału Pucharu Europy stał się faktem. Piękną kartę w swojej piłkarskiej biografii zapisuje Krzysztof Surlit w rewanżowym meczu w Łodzi przeciwko Juventusowi Turyn w półfinale Pucharu Europy sezonu 1982/83. W 81 minucie spotkania przy stanie 1:1, Surlit ustawił piłkę do rzutu wolnego w odległości ok. 25 metrów od bramki bronionej przez słynnego Dino Zoffa. Włoski Mistrz Świata z 1982 roku nerwowo pokrzykiwał na swych obrońców, aby lepiej się ustawili i zacieśnili mur. Zoff bardzo dobrze pamiętał jakim uderzeniem dysponuje Surlit z meczów przeciwko Widzewowi w Pucharze UEFA w 1980 roku, a ponadto w opisywanym meczu w 54 minucie już raz został przez pomocnika Widzewa pokonany. Potężny strzał Surlita mija mur Włochów i mimo rozpaczliwej interwencji Zoffa wpada do siatki. Widzew po golach „Czapki” prowadzi 2:1. Do dziś w pamięci kibiców Widzewa z pewnością pozostaje obrazek, jak Dino Zoff z bezsilności i złości po tym uderzeniu bije rękami o płytę boiska. Ostatecznie piłkarze z Turynu wyrównują na 2:2 i to Oni awansowali do finału Pucharu Europy. W europejskich pucharach, w barwach Widzewa, Krzysztof Surlit w latach 1978-83 rozegrał 15 meczów i zdobył 4 gole.

Krzysztof Surlit (pierwszy od prawej} wraz z Markiem Piętą i Andrzejem Możejką fetują bramkę Zbigniewa Bońka w jednym z meczów ligowych Widzewa.

          Nie mniejszej urody gole strzelał Krzysztof Surlit w naszej rodzimej lidze. Większość goli naszego bohatera to Jego znak firmowy, czyli rzuty wolne wykonywane ze znacznej odległości. W 151 grach ligowych dla Widzewa zdobył 30 goli w latach 1977-83 oraz 1985-86. Przypomnijmy niektóre z nich. Gol, który w Łodzi obrósł legendą, to „bratobójczy” strzał z meczu ligowego w Łodzi z Szombierkami Bytom (2:0) w 1980 roku. W bramce Szombierek grał starszy brat – Wiesław. Jak wspominał po latach to wydarzenie starszy z braci Surlitów: „…bracia Krzysztof i Wiesław zagrali przeciwko sobie, na trybunach nasi rodzice, żony, siostry i Krzysiek w drugiej połowie swoim atomowym strzałem z dystansu mnie pokonał. Prasa dość szeroko napisała o tym wydarzeniu. Nawet jakiś dziennikarz po meczu zapytał mnie jak się czuję? Jak się miałem czuć? Jego chwała, a Ja musiałem skapitulować. Nie rozmawialiśmy potem o tej bramce, choć zdaję sobie sprawę, że obrosła legendą i jest wspominana do dziś. Dla nas dwóch to był kolejny mecz ligowy i walka o punkty, a obydwie drużyny grały wtedy o jak najwyższe cele…”. Inną piękną bramkę zdobył w meczu ligowym ze Śląskiem Wrocław w Łodzi (2:0) wiosną 1983 roku, kiedy silnym i precyzyjnym strzałem pokonał bramkarza wrocławian, a piłka mało nie rozerwała siatki. Do dziś z pewnością łódzcy kibice pamiętają jak bezradny bramkarz Śląska tylko wzrokiem odprowadził piłkę. W sezonie 1985/86, po przygodzie w dwóch francuskich klubach: Olympique NIMES (1983-84 I liga) i USD Dunkerque (1984-85 II liga), Krzysztof Surlit powrócił do Widzewa, klubu w którym święcił swoje największe sukcesy sportowe. W zawsze zaciętym i prestiżowym meczu ligowym z Legią Warszawa (3:1), jesienią 1985 roku, zdobył 2 gole przy których reprezentacyjny wtedy bramkarz – Jacek Kazimierski niewiele mógł zrobić, podobnie jak wielu innych bramkarzy. Były to ostatnie dwa gole „Czapki” w ligowej przygodzie z Widzewem. Krzysztof Surlit w latach gry w Widzewie zdobył: 2 razy Mistrzostwo Polski, 3 razy Wicemistrzostwo Polski, 1 raz 3 miejsce w polskiej lidze. Ponadto rozegrał 3 mecze w II Reprezentacji Polski oraz 8 meczów w Młodzieżowej Reprezentacji Polski U-21.

Krzysztof Surlit ( dolny rząd, drugi od prawej) w drużynie Widzewa Łódź w sezonie 1985/86, po dwuletnim okresie gry we Francji.

          Odejście z Widzewa nie kończyło piłkarskiej kariery Krzysztofa Surlita. W latach 1986-1988 wspólnie z bratem Wiesławem oraz innymi „widzewiakami”: Mariuszem Romańskim i Mirosławem Sajewiczem bronili barw III-ligowego GKS Bełchatów z którym w 1987 roku awansowali do ówczesnej II ligi. W 1990 roku Surlit jeszcze raz spróbował sił poza granicami Polski. Został piłkarzem fińskiego II-ligowego klubu OTP Oulu, z którym w 1991 roku wywalczył awans do fińskiej I Ligi. W Finlandii grał z innym „wielkim widzewiakiem” – Wiesławem Wragą, który tak wspominał wspólny pobyt w tym kraju „… w Finlandii często przebywaliśmy ze sobą, robiliśmy sobie wiele zdjęć, kręciliśmy filmiki z naszego tam pobytu. Jeżeli chodzi o grę, Krzyśka trudno było minąć, zawsze twardo stał na nogach, nie odpuszczał, a ponadto, to Finowie chyba nie wiedzieli, albo nie zdawali sobie sprawy, jak potężnym uderzeniem dysponuje Krzysiek. Prędko ich z tej niewiedzy wyprowadził…”. Podobnie uderzenia „Czapki” wspominają: brat Wiesław, Józef Młynarczyk i Andrzej Grębosz: „…nikt nigdy tego nie sprawdzał, ale Krzysiek miał prawdopodobnie najmocniejsze uderzenie ze stojącej piłki w całej Polsce…”. Były obrońca Widzewa Andrzej Grębosz wspominał jeszcze inaczej swojego kolegę:”…na różnego rodzaju obozach przygotowawczych mieszkaliśmy często w jednym pokoju, Ja zawsze w swojej szafce miałem bałagan. Krzysiek był inny, rzeczy zawsze pięknie ułożone, w kosteczkę, był po prostu pod tym względem bardzo skrupulatny…”. Potwierdza to także żona Bożenna. Pobytem i grą w Finlandii, Krzysztof Surlit zakończył swą przygodę z profesjonalną piłką nożną. Nie zawiesił jednak butów na „kołku”. W latach 1995-2000 rozegrał 90 meczów o charakterze pokazowym w drużynie „Orłów Górskiego”. Próbował także swoich sił jako sędzia oraz trener piłkarski. W tej ostatniej roli, w latach 1999-2001, powrócił do „swojego” Widzewa jako II Trener. Patrząc na swoich następców, często nie dowierzał, że On, w wieku czterdziestu paru lat nadal potrafi więcej, niż jego podopieczni młodsi o ponad dwadzieścia lat. Gniew i irytację tłumił w sobie, co miało katastrofalne skutki dla jego serca. Po zakończeniu trenerskiej współpracy z Widzewem został I Trenerem V-ligowego Zryw Dąbie (2003-2005) oraz Stali Niewiadów (2005-2006), którą w 2006 roku wprowadził do III Ligi.

          Krzysztof Surlit całe swe życie poświęcił piłce nożnej. Ostatni swój mecz rozegrał w dniu śmierci – 23 września 2007 roku- na boisku w Szczecinie. Bronił barw zespołu Gwiazd Polskiej Piłki Nożnej przeciwko drużynie Oldboyów Pogoni Szczecin. Niedługo po rozpoczęciu spotkania zasłabł na boisku, po czym przewieziono Go do szpitala. Reanimacja się nie powiodła i jeden z najbardziej wspaniałych i walecznych „widzewiaków” odszedł na zawsze. Miał 51 lat. Spoczął na katolickiej części cmentarza na Zarzewie w Łodzi. Piszący te słowa ma także refleksję osobistą z owego tragicznego wrześniowego dnia 2007 roku. Goszcząc tego dnia przyjaciół, na wypadających dzień wcześniej imieninach, zadzwonił wieczorem były trener Widzewa Paweł Kowalski z informacją o śmierci Krzysztofa Surlita. Wśród moich gości dyskusja natychmiast przeniosła się na temat Widzewa. Opowiadając moim przyjaciołom o Widzewie i Krzysztofie Surlicie, swoją narracją składałem hołd człowiekowi, który kibicom Widzewa przyniósł tyle pięknych chwil i wzruszeń. Do dziś, w Jego rodzinnym Zelowie corocznie jest organizowany „Memoriał Krzysztofa Surlita” z udziałem młodych adeptów piłki nożnej oraz byłych kolegów , „oldboyów”, z boiska. Organizatorami tego turnieju są władze miasta Zelów oraz starszy brat – Wiesław, a także kibice i sympatycy Widzewa.

Pamiątkowa tablica poświęcona Krzysztofowi Surlitowi na obiektach Włókniarza Zelów, klubu, którego był wychowankiem i tam zaczynał swoją karierę piłkarską.

          Wspominając postać Krzysztofa Surlita w dziesiątą rocznicę Jego śmierci pamiętajmy, że My pokolenie pamiętające pierwsze występy Widzewa w europejskich pucharach powinniśmy być niesamowicie szczęśliwi, że za sprawą naszego bohatera i jego kolegów z drużyny „Wielkiego Widzewa” mogliśmy przeżyć te wielkie piłkarskie chwile, które niech się ponownie spełnią, aby w najbliższej przyszłości stały się udziałem nowego pokolenia zawodników, działaczy i kibiców Widzewa Łódź.

 

 

 

Autor: Tomasz Gandziarski.

 

 

Dodaj komentarz: