Kontakt

ul. Widzewska 69a

92-308 Łódź
+48 42 673 00 92
fax +48 42 672 53 85
e-mail: wieslawwraga@op.pl
NOWY ADRES STRONY:
MAREK PIĘTA - TO GWIAZDY FUTBOLU Z NIM GRAŁY W PIŁKĘ (2017-11-10 20:28:05)
MAREK PIĘTA - TO GWIAZDY FUTBOLU Z NIM GRAŁY W PIŁKĘ

           

          11 listopada 2017 roku mija pierwsza rocznica odejścia z widzewskich szeregów Marka Pięty, napastnika „Wielkiego Widzewa”, założyciela Związku Zawodowego Piłkarzy, Prezesa tegoż Związku i Stowarzyszenia Byłych Piłkarzy Widzewa Łódź im. Ludwika Sobolewskiego.
       

          Marek Pięta urodził się 29 marca 1954 roku w Wałbrzychu i tam stawiał swoje pierwsze piłkarskie kroki, będąc wychowankiem miejscowego Górnika, którego barwy reprezentował w latach 1965-78. W barwach tego klubu grał m.in. z późniejszym reprezentantem Polski – Włodzimierzem Ciołkiem oraz znanymi z ligowych boisk w Polsce: bramkarzem Ryszardem Walusiakiem i pomocnikami Ryszardem Bożyczką oraz Henrykiem Janikowskim. W 1978 roku do Wałbrzycha zawitali działacze Widzewa Łódź i postanowili sprowadzić uzdolnionego lewoskrzydłowego do Łodzi, do drużyny, która budowała swą nie tylko krajową renomę, ale była już po pierwszym sukcesie na międzynarodowej arenie, zyskując miano drużyny z charakterem. Okoliczności przenosin Pięty do Łodzi tak wspominała żona Irena: „… właściwie Prezes Sobolewski na temat przeprowadzki do Łodzi i gry Marka w Widzewie rozmawiał ze mną. Obiecał, że będę miała pracę, dla nas mieszkanie, przedszkole dla starszej córki – Moniki, opiekę medyczną. Tak działał Sobolewski i jego współpracownicy. Najpierw rozmawiali z rodziną i jak to wszystko poukładali, to namówienie Marka na przenosiny do Łodzi było już proste…”. Marek Pięta debiutuje w barwach Widzewa spotkaniem ze Stalą w Mielcu, w dniu 30 lipca 1978 roku. Swojego pierwszego gola dla Widzewa zdobywa 5 sierpnia 1978 roku, w wyjazdowym i zwycięskim meczu (1:0) z wrocławskim Śląskiem, pokonując bramkarza rywali w 40 minucie spotkania. Swój pierwszy sezon w barwach łódzkiego klubu Marek Pięta kończy z 8 golami na koncie i tytułem wicemistrza Polski. Podobny sukces osiąga w sezonie 1979/80, a w sezonach 1980/81 i 1981/82 wraz z kolegami zdobywa dwa pierwsze w historii klubu „majstry”. Przez cztery sezony gry w Łodzi Marek Pięta dla Widzewa rozegrał 83 mecze ligowe i strzelił 19 goli. Pewnie goli i występów mogło być więcej, gdyby nie nękające uzdolnionego napastnika kontuzje. W drugim sezonie mistrzowskim 1981/82, z powodu kontuzji, Pięta wystąpił tylko w 5 spotkaniach. Po latach, wspominając swoją karierę, nasz bohater tak mówił o swoich urazach: „…na moich meczach często była żona i mieliśmy umówiony sposób sygnalizacji. Jak leżałem na boisku po jakimś faulu i nie podnosiłem ręki, to Irena wiedziała, że nic groźnego się nie dzieje. Uniesiona ręka była sygnałem, nie tylko dla masażystów, ale i dla niej, że jest kłopot…”.

Marek Pięta (w środku) podczas jednego z ligowych meczów Widzewa.


          Zakończony tytułem wicemistrzowskim sezon 1978/79 był przepustką, wraz z drużyną, dla Marka Pięty do gry w europejskich pucharach. Debiut miał miejsce w Pucharze UEFA sezonu 1979/80 w meczu w Łodzi przeciwko francuskiemu St.Etienne. Mecz zakończony wynikiem 2:1 dla gospodarzy był jednocześnie pierwszym zwycięstwem Widzewa w europejskiej rywalizacji. Nasz bohater tak wspominał to wydarzenie:”…St.Etienne to była dobra ekipa, przyjechali do Łodzi z kilkoma asami. Przede wszystkim Platini, ale i Holender Rep, reprezentanci Francji: Janvion, Rocheteau, czy solidny bramkarz Curković. Mecz był bardzo trudny, w pewnym momencie miałem idealną piłkę do uderzenia. Wiedziałem, że jak trafię to będzie gol. Już składałem się do strzału, ale piłka w ostatniej chwili podskoczyła na jakiejś nierówności boiska, a moja noga tylko przeszyła powietrze…”. Kolejne mecze Marka Pięty w europejskich pucharach to pokaz tego za co kibice cenili go najbardziej: snajperskie umiejętności, dyscyplina taktyczna i to co wyróżniało wszystkich zawodników, słynny „widzewski charakter”. To właśnie w rewanżowym meczu w Łodzi, z Manchesterem United, trener Jacek Machciński opracował taktykę polegającą na tym, aby dwaj napastnicy Widzewa: Marek Pięta i Włodzimierz Smolarek przez cały mecz znajdowali się na połowie rywali i pod żadnym pozorem z niej nie schodzili. Wykonali genialnie to założenie taktyczne i Widzew odprawił „z kwitkiem” już drugą ekipę z Manchesteru. To po tym meczu Marek Pięta o sobie i Włodzimierzu Smolarku powiedział: „…byliśmy jak meserszmit…”. Po ekipie United, w tym samym 1980 roku, na mecz do Łodzi przyjechał nie mniej sławny Juventus Turyn z takimi gwiazdami jak: Zoff, Gentile, Scirea, Cabrini, Tardelli, Brady, Furino, Causio czy Bettega. Większość z tych zawodników dwa lata później zostanie Mistrzami Świata. Po wspaniałym meczu, Widzew ze „Starą Damą” wygrał 3:1. W pamięci kibiców z pewnością pozostanie 69 minuta tego spotkania, kiedy to Pięta golem na 2:1 przywrócił nadzieję łódzkiej publiczności na dobry wynik. Podobnie było w rewanżu w Turynie, kiedy w 59 minucie gol widzewskiego lewoskrzydłowego doprowadził do dogrywki i szczęśliwych dla Widzewa rzutów karnych. To po meczach z włoskim klubem nasz bohater wspominał:”…jeszcze nigdy nie grałem przeciwko takim cwaniakom, a zwłaszcza Claudio Gentile. Jak mnie sfaulował, to w przepraszającym geście podchodził z wyciągniętą ręką, jednocześnie swoją nogę stawiając na mojej kostce. Oczywiście arbiter niczego nie mógł dostrzec…”. Na tym nie koniec snajperskich umiejętności Marka Pięty w europejskich pucharach anno domini 1980. Po wyeliminowaniu Manchesteru United i Juventusu Turyn los przydzielił widzewiakom kolejny angielski zespół – Ipswich Town. Po niesławnym 0:5 w Ipswich, angielska ekipa na mecz do Łodzi przyjechała pewna awansu i łatwego meczu. Jednakże od czego był widzewski charakter. Na zaśnieżonym łódzkim boisku Widzew wygrał 1:0 po golu Marka Pięty w 55 minucie spotkania. Choć Widzew po tym meczu odpadł z dalszej rywalizacji w Pucharze UEFA, to kolejna angielska ekipa nie zdobyła w Łodzi gola, a piłkarze Ipswich Town zostali przecież triumfatorami edycji pucharu UEFA sezonu 1980/81. Marek Pięta w europejskich pucharach, w barwach Widzewa rozegrał 8 spotkań i zdobył 3 gole, które łódzcy kibice wspominają do dziś, gdyż stały się one symbolem marszu drużyny z peryferii miasta na piłkarskie salony Europy.

19.09.1979 - Marek Pięta (górny rząd, pierwszy od prawej) wraz z drużyną przed zwycięskim (2:1) meczem z St.Etienne w Pucharze UEFA.

05.11.1980 - Turyn. Po serii "jedenastek" Widzew w III rundzie Pucharu UEFA. Marek Pięta w dolnym rzędzie, pierwszy od prawej.

          Jeszcze zanim latem 1982 roku Marek Pięta opuścił Widzew Łódź, to zdążył w łódzkim klubie przywitać nową generację „widzewiaków” m.in : Tadeusza Świątka, Mirosława Myślińskiego czy Wiesława Wragę. Z tym ostatnim, obecnym Prezesem Stowarzyszenia Byłych Piłkarzy Widzewa Łódź, wystąpili wspólnie w ataku w meczu Pucharu Intertoto. To właśnie z podania Pięty, Wiesław Wraga strzelił swego pierwszego gola w barwach klubu z miasta włókniarzy. Widzewski lewoskrzydłowy wyjechał grać do niemieckiej drużyny Hannover 96, która występowała wtedy w 2 Bundeslidze. Był jednym z pierwszych polskich piłkarzy grających na niemieckich boiskach, którzy opuścili Polskę w sposób legalny. O swoich pierwszych wrażeniach z pobytu w niemieckiej drużynie tak mówił:”…przyjechałem do Niemiec jako Mistrz Polski, a po kilku treningach okazało się, że nie umiem grać z tzw. pierwszej piłki. Taka była podstawowa różnica w szkoleniu w Niemczech i Polsce…”. W barwach niemieckiego klubu debiutował w 2 Bundeslidze w sierpniu 1982 roku przeciwko ekipie z Kassel, a kilka dni później w starciu z Wattenscheid (3:0) zdobył swoją pierwszą bramkę dla hanowerczyków. W Niemczech wraz z dwoma innymi widzewiakami: Piotrem Gajdą i Andrzejem Gręboszem tworzył swego rodzaju „polską kolonię”. W Hannover 96 Marek Pięta występował przez dwa sezony w latach 1982-84 rozgrywając 30 meczy ligowych i strzelając 5 goli. W klubie z Dolnej Saksonii w 1984 roku zakończył piłkarską karierę, nękany przez kontuzje, którym nie potrafiły zapobiec takie autorytety medyczne jak Austriak Jelinek i Belg Martens.

Marek Pięta (dolny rząd, drugi od lewej) w barwach niemieckiego Hannover 96.

          Po zakończeniu profesjonalnej kariery Pięta pozostał w środowisku piłkarskim. Jego marzeniem było stworzyć w naszym kraju związek piłkarski dbający o prawa i interesy pracownicze futbolistów w Polsce. W 1997 roku był inicjatorem powstania i pierwszym szefem Polskiego Związku Piłkarzy, organizacji zrzeszonej w FIFPro, zajmującej się ochroną praw pracowniczych polskich piłkarzy. Było to jedno „z ukochanych dzieci” Marka Pięty i spełnienie Jego marzeń. W ramach działań związku zawodowego piłkarzy, były widzewiak zasiadał w Izbie ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych przy Polskim Związku Piłki Nożnej. Drugim wielkim marzeniem i „ukochanym dzieckiem” było powstanie Stowarzyszenia Byłych Piłkarzy Widzewa Łódź. Miało ono skupiać nie tylko byłych piłkarzy, trenerów i działaczy Widzewa, ale przede wszystkim ludzi dla których Widzew to pewien styl życia oparty na takich wartościach jak: przyjaźń, koleżeństwo, wzajemny szacunek czy chęć niesienia pomocy innym. Siedziba Stowarzyszenia w Łodzi to miejsce w którym byli widzewiacy mieli się czuć jak w drugim domu. Jest to miejsce wypełnione widzewskimi pamiątkami: zdjęciami, plakatami, pucharami czy piłkami. Można tam nie tylko obejrzeć mecz Widzewa, reprezentacji narodowej, czy finały europejskich pucharów, ale także porozmawiać o historii klubu. Tam też najczęściej odbywają się widzewskie wigilie. W 2011 roku Marek Pięta doprowadził do nadania Stowarzyszeniu imienia Ludwika Sobolewskiego, Prezesa i twórcy „Wielkiego Widzewa”. Marzeniem Marka Pięty było, aby byli widzewiacy byli blisko siebie i zawsze mogli na siebie liczyć. Wspólnie z żoną spędził wiele godzin, aby siedziba Stowarzyszenia była prawdziwym domem Widzewa. Dziś dbają o to miejsce żona Irena i starsza córka Monika. Marek Pięta do końca swego życia pozostał aktywny zawodowo. W 2015 roku ratując swój ukochany Widzew był inicjatorem jego reaktywacji, gdyż poprzednik ogłosił upadłość z przyczyn finansowych. Dzięki jego staraniom Widzew odrodził się już jako nowy podmiot i rozpoczął występy na piątym szczeblu rozgrywkowym. Do chwili swojego odejścia pozostał szefem Polskiego Związku Piłkarzy i Prezesem Stowarzyszenia Byłych Piłkarzy Widzewa Łódź.

Po zakończeniu piłkarskiej kariery, na jednej z wielu konferencji poświęconej piłkarskim związkom zawodowym. Marek Pięta - pierwszy od lewej.


          Marek Pięta zmarł w dniu 11 listopada 2016 roku, w wieku 62 lat, na skutek ciężkiej choroby nowotworowej. Odszedł dokładnie w tym samym dniu, w którym 8 lat wcześniej zmarł Prezes Ludwik Sobolewski . Mistrz i uczeń odeszli tego samego dnia, który jest też bardzo ważny dla historii Polski – Narodowe Święto Niepodległości. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych piłkarzy Widzewa spoczął na Cmentarzu Rzymskokatolickim pw. Wszystkich Świętych w Łodzi.
          Wspominając postać widzewskiego napastnika, w pierwszą rocznicę Jego śmierci, mamy przed oczami przede wszystkim piłkarza, który wspólnie z kolegami, zachwycał swoimi bramkami rzesze kibiców Widzewa. Miałem ten honor, że mogłem Marka poznać także od innej strony, bardziej ludzkiej niż sportowej. Marka trzeba było się nauczyć, poznać jego specyficzny dowcip, sposób wypowiedzi albo rozmowy z kimś. Miał taki ciekawy, pełen humoru dar mówienia o swoich kolegach i rywalach z boiska, że to nie On grał z nimi w piłkę, tylko Oni (Boniek, Możejko, Grębosz, Ciołek, czy Platini, Zoff, Rep ) wychodzili na boisko, żeby z Piętą zagrać w piłkę. Nasze koleżeńskie relacje były oparte na wzajemnym szacunku , zawsze mogliśmy w różnych sprawach na siebie liczyć. Dla każdego starał się być bardziej przyjacielem , niż zwykłym kolegą. Jego wieloletni przyjaciel i kolega z boiska, były bramkarz Widzewa, Piotr Gajda po uroczystości pogrzebowej powiedział:”…przyjaźniliśmy się od samego początku naszego pobytu w Widzewie, później w Niemczech, przeżyliśmy razem i dobre i złe chwile naszego życia. Wróciłem do Polski, do Łodzi, także po to żeby mieć Go pod ręką, a On mi umarł….”. O tym jakim człowiekiem był Marek Pięta niech świadczą słowa żony - Ireny, wypowiedziane w trakcie uroczystości pogrzebowej:”…ponad 30 lat temu ująłeś moją dłoń w swoje ręce i nie puściłeś jej do końca swojego życia…”.

 

Autor: Tomasz Gandziarski

 

Dziękuję Tomku ........
Dodaj komentarz: