Kontakt

ul. Widzewska 69a

92-308 Łódź
+48 42 673 00 92
fax +48 42 672 53 85
e-mail: wieslawwraga@op.pl
NOWY ADRES STRONY:
Kostrzewiński: Trzeba było spakować zabawki i pojechać do domu (2012-06-14 22:22:18)
Kostrzewiński: Trzeba było spakować zabawki i pojechać do domu

Zdzisław Kostrzewiński to legenda Widzewa. Przeszedł drogę od trzeciej ligi do ekstraklasy. Grał z dziurą w nodze z Manchesterem City, składał się na zakup Bońka. Cichy, spokojny, ale gdy mówi o Widzewie emocje są obecne. Zapraszamy na pierwszą część rozmowy.

 

- Słyszy Pan „Widzew Łódź”. Pierwsza myśl?
- Ten klub pochłonął prawie całe moje życie. Związany z nim byłem od 1959 roku. Zaczynałem jako 14-letni chłopiec. Ostatnio pracowałem tam za panów Grajewskiego i Pawelca, najpierw byłem trenerem rezerw, a później juniorów starszych. Ale wie Pan, ja pamiętam jak były nabory chłopców, to ja wtedy na początku byłem na naborach do ŁKS. Takie to były czasy.


- Ale Widzew budzi największe emocje?
- Oj tak, emocje, duże emocje. I szczerze mówiąc nie mogę zrozumieć obecnych właścicieli klubu, którzy tak nas traktują. Wszystkich odsuwają. Jak kiedyś bardzo chętnie chodziłem na ten stadion, tak teraz nie ciągnie mnie, aby tam przebywać.


- Kiedy ostatnio Pan tam był?
- Z trzy lata temu... Zdumiewającym jest jak można cały dorobek, całą historię roztrwonić.


- No tak, ale piłka to biznes.
- Zgadzam się, tak jest na całym świecie, ale z drugiej strony te wielkie kluby potrafią szanować swoich byłych ludzi. Byli piłkarze często przyjmowani są z pewnymi honorami, jako osoby, które coś kiedyś dały, włożyły swoje siły w budowę historii. A u nas jest wręcz odwrotnie, wszystkich się wygania z tego klubu.


- Mało prawdziwych łodzian dziś w klubie. Ma to wpływ na drużynę? Czy to może tylko romantyczna wizja?
- Obecnie jest to armia zaciężna. Oni przychodzą tylko pograć sezon, dwa i wziąć pieniądze. O oddaniu serca i zaangażowaniu nie można w ogóle mówić.


- My tu gadu gadu o Widzewie, ale w Pana życiorysie ważną rolę odegrał również ŁKS.
- W wieku 18 lat, jako wybitny junior, zostałem przeniesiony. Nie było wtedy transferów czy coś, po prostu jako zawodnik wybijający się oddelegowano mnie do lepszego zespołu. Grałem w reprezentacji Łodzi. Pochwalę się także, że mam trzy występy w młodzieżówce.


- Wojsko zostało odbębnione w Zawiszy Bydgoszcz.
- Tak, trener Walczak załatwił, że trafiłem tam na dwa lata. Od 65 do 67 roku, w pierwszym zespole. Później wróciłem do ŁKS, aż przeszedłem do Widzewa.


- I zaczęliście marsz do ekstraklasy. Pierwsze wrażenia po upragnionym awansie?
- Spełniły się marzenia. Zresztą wielu ludzi chyba nie wierzyło, że jesteśmy w stanie coś działać w tej pierwszej lidze.


- A wy wierzyliście?
- Muszę szczerze przyznać, że na początku to tak z dużą dozą hamulca jak gdyby. Ale to się zmieniało, szło coraz lepiej, ludzie też inaczej na nas patrzyli.


- No dobrze, liga ligą, ale spodziewał się Pan, że w Łodzi powstanie drużyna z którą uda się zagrać w europejskich pucharach?
- W życiu, tak daleko myślami nie wybiegałem. To była super niespodzianka, super przygoda. Szkoda tylko, że w moim przypadku taka krótka (przyp. Kostrzewiński rozegrał w pucharach europejskich cztery mecze). Muszę przyznać, że zostałem wtedy dość niemiło potraktowany przez klub. O tym, że pożegnano się ze mną dowiedziałem się od osoby, która wydawała sprzęt. Takie podziękowanie dostałem.


- Niezbyt ciekawie. Jaka była reakcja?
- No jaka? Trzeba było spakować zabawki i pojechać do domu...

 

Fot. Przemysław Sujka

 

Dodaj komentarz: